Rozmówka o przyszłości

Za jakieś trzysta, czterysta lat

zmieni się, moja paniusiu, świat:

córeczki wydasz, paniusiu, za mąż,

dziatki się będą chować na grzędzie,

potem tym dziatkom dziatek przybędzie

i wszystkie dziatki wzorem mamusi

tyć będą z wiekiem, proszę paniusi.

Za jakieś trzysta, czterysta lat

zmieni się, moja paniusiu, świat:

pomrze z przeciwka znajomy sędzia

— niechajże ziemia lekka mu będzie —

pomrze szanowna pani sąsiadka,

i dziatek pani życzliwa matka,

i pomrze dziatek pani mamusia,

na chłopski rozum — sama paniusia.

Za jakieś trzysta, czterysta lat

zmieni się, moja paniusiu, świat:

mówią, że całkiem inne idiotki

na inny temat wymyślą plotki,

i inni durnie, cała w tym rzecz,

na inny temat wymyślą «precz»

i krzyczeć będą: «Musi — na Rusi,

a tu, jak kto chce» — proszę paniusi.

Ale za jakieś siedemset lat,

myślę, że zginie paniusin świat:

my tutaj sobie gadu i gadu,

a on nam klapnie, zniknie bez śladu,

zniknie bez wieści, jakbyśmy śnili —

żebym to mogła dożyć tej chwili —

ale tak myślę czasami sobie,

że pewno będę już wtedy w grobie,

bo każdy pomrzeć niestety musi,

jak mąż nieboszczyk mawiał paniusi.