Psalmy przyszłości

Dam chwałę Bogu; prawdę powiem; niech boli, jako chce!

Teofil Szemberg, Wyprawa na Wołoszczyznę

Psalmy przyszłości

Psalm wiary

A odpowiadając, Jezus rzekł im: Błądzicie nie będąc świadomi pisma ani mocy Bożej.

Albowiem przy zmartwychwstaniu ani się żenić, ani za mąż chodzić będą, ale będą jako aniołowie Boży w niebie.

A o powstaniu umarłych nie czytaliście, co wam powiedziano od Boga, mówiącego:

Jam jest Bóg Abrahamów i Bóg Izaaków, i Bóg Jakubów. Bóg nie jest ci Bogiem umarłych, ale żywych.

Św. Mateusz, rozdz. XXII, 29–321

Pierwszy człowiek z ziemi ziemski, wtóry człowiek sam Pan z nieba.

Jaki jest ten ziemski, tacy też i ziemscy, a jaki jest niebieski, tacy też będą niebiescy.

Św. Paweł, List pierwszy do Koryntian, rozdz. XV, 47–482

Dusza i ciało to tylko dwa skrzydła,

Którymi Czasu i Przestrzeni sidła

Duch mój rozcina w postępowym locie!

Gdy się zużyją przez chwil i prób krocie,

Odpadać muszą — lecz on nie umiera —

Choć to się śmiercią nazywa u ludzi!

On zwiędłe zrzuca, a świeże przybiera

I w nie otulon, znów na jaw się budzi!

A to się zowie: narodzin godzina!

I Duch mój, wziąwszy skrzydła niezmęczone,

Nimi znów leci — lecz już w wyższą stronę!

Tak coraz wyżej ku Panu się wspina,

Ciała i dusze własne poza sobą

Sypie, jak liście zżółkłe i strząśnięte,

Wciąga do siebie siły im odjęte —

On sam wciąż żyje, ich zgonów żałobą!

Za nim — przeszłości zmierzchające tonie!

Przed nim — rozwarte wszechbezmiarów błonie!

Przed nim świat wszystek — Czas, Przestrzeń bez końca,

Piętra z dróg mlecznych i dni z lat tysiąca;

A dalej, wyżej, nad niemi, za niemi

— Ten, co jest wszystkim i wszystko obleka,

Duch twórczy gwiazdy, anioła, człowieka,

Cel a początek i nieba, i ziemi;

Ten, który zawsze i wyżej, i daléj,

Niedoścignięty, nad wszystko się pali:

Spokój — a jednak razem siła tchnąca —

Blask najwyższego duchów Ducha-Słońca!

K’niemu wciąż dążę — zrazu tam iść muszę

Przez piekła trudu — przez czysce zasługi —

Aż zacznę wdziewać i ciała, i dusze

Bardziej promienne — i wstąpię w świat drugi!

W świat, co od wieków zwan okręgiem nieba —

I w nim letargów mi już nie potrzeba

Ani przebudzeń z grobu, by iść wyżej!

Tam żywot wieczny — żywot nieustanny —

Grób i kolebka, konieczne, są niżej,

Na tych planetach, gdzie świt Ducha ranny,

Gdzie człowiek Boga niemowlęciem jeszcze

I kwili tylko przeczucia swe wieszcze —

Lecz dla aniołów śmierci nigdzie nie ma!

Przeszłość i przyszłość ostrymi oczyma

Widzą i znają — dla nich przemienienie

To jedna chwila — to dalsze natchnienie!

Jak my na ziemi w godzinę zachwytu

Nikłą pieśń z serca czerpiem — tak tam oni

Kształt rzeczywisty czerpią z fal wszechbytu,

Szaty przemienne czerpią z życia toni,

I coraz dalej ku Panu — ku górze

Lecą w królewskiej ciał i dusz purpurze!

Wkoło niebieskich coraz więcej darów,

Grzmiących dźwięczności i światła pożarów;

Mnożą się mleczne pierścienie i pręgi,

Coraz to szersze lazurowe kraje

— Przestrzeń pełniejszą potęg się wydaje —

— Czas coraz bardziej się przeteraźniejsza —

A jednak przyszłość, co od końca dzieli,

W nieskończoności swej nigdy nie mniejsza. —

Bo Pan wszystkiego jest wszystkim na wieki;

Choć coraz bliższy, On równie daleki!

Jego to, Jego, żądają Anieli!

Żądza bez miary, co chwila rosnąca,

Miłość bez granic — to życie bez końca! —

On ogniw wszechstworzenia wiązanym łańcuchem,

On Bytem, Myślą, Życiem — Ojcem, Synem, Duchem!

On jak Myśl w świecie mieszka i jak Byt wieczysty,

Lecz za świata krańcami On jest osobisty —

On Duchem świętym, jednym, który wie sam siebie,

Rozlał się po wszej ziemi, a został na niebie!

A my wszyscy i wszędzie Jegośmy obrazem,

I wstępując stopniami w coraz wyższe włości,

Żyć musim nieśmiertelnie, z nim żyć musim razem,

Zrodzeni z Jego łona, żyć w Jego wieczności!

I jako On nas stworzył, tak my tworzyć dalej

I z wewnętrza nas samych wyprowadzać światy,

By prząść Mu, jak nam uprządł, wiadomości szaty.

O ile możem, biedni, w anielskiej pokorze,

To, coś Ty nam dał z łaski — oddawać Ci, Boże,

A nigdy nie móc, nigdy nic Ci oddać, Panie,

I tak żyć w Tobie wiecznie przez wieczne kochanie!

*

Lecz szkołą Duchów są Ludzkości dzieje —

Drogą do niebios planety koleje!

Na nim to, na nim pójdą zasłużeni

— A wszyscy razem — do innych przestrzeni,

Gdy Syn Twój, sędzia, zmartwychwstałych książę,

Losy tej ziemi w dzień sądu rozwiąże

I z nich anielstwo ludziom wypromieni!

A do dnia tego wiodące tu wschody

To w łasce Twojej poczęte narody! —

Garść im powołań sypnąłeś z wysoka —

W każdym z nich żyje myśl jakaś głęboka,

Co z piersi Twoich zesłanym jest tchnieniem

I narodowi odtąd — przeznaczeniem!

A są wybrane jedne przed innemi

By o Twą piękność walczyły na ziemi

I krzyż lat wielu wlokąc krwawym śladem,

Były śród świata — anielskim przykładem,

Aż nie wywalczą straszną walką w grobie

Wyższego w ludziach pojęcia o Tobie,

Więcej miłości i więcej braterstwa

W zamian za tkwiący w piersiach nóż morderstwa!

Takim jest naród Twój polski, o Boże!

Kto cząstką jego — niech wie się Twej woli

Cząstką na ziemi — i choć go świat boli

Tak, że aż wątpić o nadziei może,

Niech w tym cierpieniu wytrwa niesłychanem,

Boć on, zaprawdę, w Twoim Duchu3 chrzczony,

Boć on, zaprawdę, Twym ziemskim kapłanem;

Jeśli się cierniów nie wstydzi korony,

Jeśli pojmuje, że kochasz bezmiernie

Synów tych, których koronujesz w ciernie,

Bo cierń w krwi maczan4 — to kwiat wiecznotrwały —

I nim odmładzasz świat ludzkości cały! —

*

Chrystus wciąż w tobie mieszka, o Ludzkości!

W twych piersiach żyje, w twoich losach gości,

Krwią twą — krew Jego i ciałem twym — ciało!

Stanie się tobie5, co Jemu się stało!

On wcielił w siebie wszystkie twe koleje,

On ci objawił wszystkie twe nadzieje.

Skądeś6 zrodzona? — Z przeczystej dziewicy,

Bo z myśli Bożej w Boże podobieństwo! —

Ku czemu idziesz? — Ku Ojca stolicy. —

Przez co przejść musisz? — Przez trud i męczeństwo!

A kiedy Chrystus nad Taboru7 szczytem

Już się otacza wieczności przedświtem,

Czy ty nie widzisz, co ten znak ci wróży?

Nim los twój ziemski w pełni się dokona,

I ty, Ludzkości, będziesz przemieniona!

Zostawisz w dole, u stóp ciemnych wzgórzy,

Wszystko, co zwodzi, i wszystko, co boli:

Zostawisz w dole szataństwo niewoli,

Zostawisz w dole kłamstwa opętanie,

Zostawisz w dole tajemnic zawiłość —

A weźmiesz z sobą duchowe poznanie

I serca wieczną, nieskończoną miłość!

I z tymi dwoma świętymi potęgi,

Jak Chrystus, w światła wzbijesz się okręgi!

Z czoła się twego grzech wszelki twój zetrze;

Jak pióra lekkie będą twe ramiona!

Ręce pokładniesz na białe powietrze

I w nim się ważyć będziesz — spowietrzniona! —

Psalm nadziei

A ja prosić będę Ojca, a innego pocieszyciela da wam, aby z wami mieszkał na wieki.

Onego Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może, bo go nie widzi ani go zna. — Lecz wy go znacie, gdyż u was mieszka i w was będzie.

Nie zostawię was sierotami — przyjdę do was.

Św. Jan, rozdz. XIV, 16–188

I widziałem drugiego Anioła lecącego przez pośrodek nieba, mającego Ewangelię wieczną, by zwiastował siedzącym na ziemi, i wszelkiemu narodowi i pokoleniu, i językowi, i ludowi.

Objawienie św. Jana, rozdz. XIV, 69

Dość już długo — dość już długo

Brzmiał na strunach wieszczów żal!

Czas uderzyć w strunę drugą,

W czynów stal! —

Wszystkim ciała dał Jehowa —

Duszę wszystkim Chrystus dał,

A Duch Święty żywot chowa,

By wraz ciało z duszą zlał!

Ja wam mówię — niedaleki

Zbawiciela Objawiciel!

Niedaleki — nam przed wieki10

Obiecany Pocieszyciel!

Oto idzie już godzina!

Poznan będzie — niepojęty!

Z Ojca weźmie, weźmie z Syna

I rozleje się Duch Święty! —

A nie trony — ni korony

Pierwsze ujrzą Cię na niebie —

Lecz niewinnie umęczony,

Ten, o Duchu, ujrzy Ciebie!

Kto lat tysiąc wieku strawił,

Kościół broniąc od poddaństwa!

Milionową pierś wciąż krwawił,

Aż rozdeptał gad pogaństwa!

Kto śród ludów nie miał brata,

Ten, na czyim już pogrzebie

Były wszystkie króle świata,

Ten, o, pierwszy ujrzy Ciebie!

Bo choć krwawy, choć zemdlony,

Wzrok utopion trzyma w niebie!

A kto patrzy w ducha strony,

Ten, o Duchu, ujrzy Ciebie!

*

Ni zmysł kupców, ni dłoń kata

Przeciw prawdzie nie pomoże!

O, przyjdź prędzej, wiosno świata!

O, przyjdź prędzej, Duchu-Boże! —

Wszak my duchy, Duchu Święty?

Wiecznie wstajem z własnych kości —

Wszak, jak Chrystus wniebowzięty,

Wniebowstąpim w Raj miłości?

Wszak my jedni i ciż sami,

Tylko coraz wyżsi, Panie?

I garniemy się wiekami

W ostateczne Zmartwychwstanie?

Jawem życia — czy snem w grobie,

Z wiosny w wiosnę — wciąż ku wiośnie —

Kwiat niebieski — duch nasz — rośnie,

Wszyscy rośniem wciąż ku Tobie!

Kto opisze — kto opowie?

Bóg jest jeden — jeden — sam!

Przecież w Bogu dano nam,

Że my będziem jak Bogowie!

*

Lecz wprzód ziemia ta stroskana

Pokój przyjąć musi wszędzie!

Wszak kazana w imię Pana

Ewangelia wieczna będzie!

Wszak z planety11, co się rozciął

Na odłamków tyle — tyle —

Będzie jeden świat i kościoł!

Daj nam, Duchu — daj tę chwilę! —

Chrystusowy uścisk bratni

Gdy okoli wszystką ziemię,

Wejdzie, wejdzie wiek ostatni,

I ostatnie ludzkie plemię.

Żegnaj, ziemio, z bolem! z żalem!

— Wszędzie święte ze świętemi,

Nowe błyszczy Hieruzalem

Na padole starej ziemi!

Długa droga — trud był śliski —

Krwi spłynęło i łez morze!

Lecz anielstwa czas już bliski —

— Pójdą — pójdą w Ciebie, Boże!

*

— Tak wam z krzyża, o plemiona,

Dziś proroczy polski naród:

Choć mówicie: «Ot, już kona!»

W nim przyszłości waszej zaród —

Polsko! Polsko! grób twój tylko

Był kołyską nowej zorzy!

Śród wieczności jedną chwilką,

W której począł się dzień Boży!

Czas już zedrzeć z wieku chmurę!

Idącego Pana chwalmy!

Rzucać palmy — rzucać psalmy —

Kwiaty na dół — pieśni w górę!

O! rzucajcie pieśni, kwiaty!

Oto idzie — idzie Pan,

A nie smętny, jak przed laty —

Wolny cierniów, gwoździ, ran! —

Przemieniony, z niebios szczytu,

Znad wszechświata gwiezdnych ścian,

Jak widnokrąg wszechbłękitu

Ku nam spływa — spływa Pan!

O! ten błękit pijcie duszą,

A wam wszystko zbłękitnieje!

Choć was męczą, choć was kuszą —

Uwierzycie w mą nadzieję! —

Niech was darmo nie przestrasza,

Że dziś podłość górą wszędzie!

Z wiary waszej — wola wasza,

Z woli waszej — czyn wasz będzie!

Nie powróci stara klęska —

Duchom — duchom tryumf dan!

Oto idzie moc zwycięska,

Panujący idzie Pan! —

Dość już długo — dość już długo

Brzmiał na strunach wieszczów żal!

Czas uderzyć w strunę drugą,

W czynów stal! —

Psalm miłości

Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, stałem się jako miedź brząkająca albo cymbał brzmiący.

Choćbym miał proroctwo i wiedziałbym wszystkie tajemnice i wszelką umiejętność i choćbym miał wszystką wiarę, tak, żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, nicem nie jest.

Św. Paweł, List do Koryntian, rozdz. XIII, 1–212

Przeciw piekłu podnieść kord!

Bić szatanów czarny ród!

Rozciąć szablą krwawy knut

Barbarzyńskich w świecie hord!

Lecz nie nęcić polski Lud,

By niósł Szlachcie polskiej mord!

Marne wrzaski — próżne mowy —

Z krwi i z błota stary świat!

My do innych idziem lat,

Promień z Niebios spadł już nowy!

Gdy z kolebki duch się budzi,

Niemowlęctwem wolnych ludzi

Gilotyna i grabieże!

Dzieciom luby wściekły gniew!

I w wylaną, bratnią krew

Wierzą, ciemne, w ślepej wierze!

Nie wolności dotąd człowiek,

To wolności wstało zwierzę!

Lecz czas łuskom odpaść z powiek —

Czas już przejrzeć Boga wolę!

Czas anielski podjąć trud,

Czas odrzucić wszelki brud,